. księga . archiwum . linki . ego . kontakt .

kompozycja

Co się z nami takiego dzieje?
Co się dzieje, to się dzieje. Gra.
Grasz, jak ci wypadło.

My gramy i nami grają, a najlepsze, na co możemy liczyć, to robić to w dobrym stylu.

W sprawach wielkiej wagi decyduje styl a nie szczerość.

Ty generalnie zrywasz z utartym znaczeniem słów, więc badam hipotezy.

Powinienem był ją sądzić wedle czynów, a nie słów.

Nie robimy rzeczy, które chcemy zrobić, jeno te, które leżą w naszej naturze. 

Żeby upodobnić się do natury, musieliśmy więc psuć mechaniczną perfekcję komputera i bezustannie popełniać błędy.

W obliczeniach był błąd.

Pozwalając na pojawienie się człowieka, natura popełniła coś więcej niż błąd: zamach na siebie samą.

Stwarza­nie w dzie­dzi­nie umysłu zda­je się naśla­dować na­turę, która raczej ro­bi wszys­tko, co się da zro­bić, a nie tyl­ko to, co by się do cze­goś nadawało. 

Nie ma nic w umyśle, czego by przedtem nie było w zmysłach.

Woman have no desires, only affectations.

You spend too much time worrying about what other people think of you.

Taki-a-Taki wszystko widzi na zewnątrz siebie, nawet siebie widzi na zewnątrz siebie, ogląda siebie, jakby oglądał fotografię. Z sobą obcuje tylko w lustrach. (...). Widzi siebie tylko oczami innych, dlatego tak ważny staje się wygląd, nowa bistorowa kurtka, kremowa koszula, której jasny kołnierzyk stanowi kontrast dla ogorzałej twarzy. Dlatego nawet dla siebie Taki-a-Taki jest na zewnątrz. 
 
Lubię momenty, gdy osiągam stan zero. Jestem wtedy w domu sam, wiem, że nikt mnie nie widzi, więc nie myślę o tym, jak wyglądam, tylko jestem dzianiem albo myślą i niczym ponad to. (...) To jest pierwotny, prawdziwy stan.

The intellect is a solitary place.
And therefore quite unsuitable a terrain for females who must discover their natures through the guidance of a father or husband.

Siłą mężczyz­ny jest je­go cha­rak­ter, a siłą ko­biety mężczyz­na z charakterem.

Most women have no character at all.

Oto przeciwieństwo każdej prawdy jest równie prawdziwe! 


Saevitia 2012-05-22 13:30:01
skomentuj (0)



warunek konieczny życia

Nigdy-przenigdy nie wolno uwierzyć we własną śmierć.

Saevitia 2012-03-16 00:02:14
skomentuj (3)



em

Nie czuję. Na podstawie kontekstu wyobrażam sobie możliwe emocje, czasem indukując ich wtórne przeżywanie, choć szczerze powiedziawszy, na poziomie kontaktów ze światem samo wyobrażenie uczuć w zupełności wystarcza. (Jest warunkiem koniecznym i wystarczającym, by w sposób akceptowalny funkcjonowanować w społeczeństwie).

Zadziwiające. Pisałam kiedyś, że w świecie iluzji tylko emocje są prawdziwe. Dziś, w najgęstszych, namacalnych splotach rzeczywistych wydarzeń, nawet one są zmyślone. 


Saevitia 2012-03-15 23:35:03
skomentuj (0)



inwersja

Śnieg pada do góry lub wiruje zawieszony wysoko w powietrzu. Powycinane z papieru czarne ptaki trzepoczą rozpaczliwie na linii wzroku.
Ostatnie podrygi zimy. Jest już przecież wiosna, słońce coraz wytrwalej i bardziej uparcie wypala ją ciepłem na skórze. Wiosna jest dotykiem promieni, które dzisiaj odbijają się od powierzchni chmur, rozlewając się nad głowami morzem blasku. Nic nie szkodzi, że stąd nie widać. Nic nie szkodzi, że nie można się teraz zanurzyć. Wystarczy wiedzieć i pamiętać.

Saevitia 2012-02-27 12:52:55
skomentuj (1)



błoto

Jeszcze wczoraj, przed chwilą, w innym życiu kontury rzeczywistości były rozmglone, rozmemłane, nieostre. Doświadczałam nieznośnej rozmokłości bytu. Dziecko we mnie pluskało się w błocie, może szczęśliwe na swój brudny sposób. Buty grzęzły zasysane przez żarłoczną, żądną organicznej materii ziemi.
W dzieciństwie bywałam nieśmiertelna, a przynajmniej długowieczna. Czas nieograniczony w rzece potencjalności, choć możliwości nie mają tu nic do rzeczy. Czas nie płynął, sekundnik, żeby w ogóle drgnąć, raz po raz pokonywał niewyobrażalny opór stawiany przez umysł dziecka.
Dzisiaj czasu nie ma. Albo dlatego że wypadam, albo z powodu tego, że za chwilę się skończy. Puf..

Wczoraj, dzisiaj. Słowa, które nic nie znaczą, bo znaczyć mogą cokolwiek.

Saevitia 2012-02-27 12:52:16
skomentuj (0)



życie



Saevitia 2012-02-20 12:34:40
skomentuj (2)



oddymech

Świat powoli, bardzo powoli przestaje udawać, że jest prawdziwy. Wszystko zaczyna się od niewielkich opóźnień. Tramwaje kontynuują jazdę dopiero, gdy odwrócę głowę i zamyknę je w swoim polu widzenia. Zamarłe koty wznawiają bieg, kiedy dostrzegę je na środku ulicy. Zawisające w powietrzu ptaki pod wpływem spojrzenia, szybując, pomału przypominają sobie o konieczności machania skrzydłami.

Rzeczywistość ostatecznie zamiera po spektaklu pozorów… Po drugiej stronie lustra to nie ona, tylko ja - zwalniam. Spowalniam się aż do zatrzymania.

Dzień się mroczy. Zatapiam się w ulicznych światłach. Jestem szczęśliwa, kiedy idę. Jeszcze przez chwilę jestem sobą w sobie. Jestem ruchem. Jestem w czasie. Żyję.

Dzień dobry wieczór rzeczywistość.

Gałęzie wierzb rysują ledwie zamarzającą powierzchnię stawu, drobiny śniegu migoczą w świetle latarni, oddech miesza się ze wstążką iluminacji. Resztki myśli odparowują z płuc.

A potem.. nieruchomieję wśród ścian i chyba pierwszy raz w życiu czuję się naprawdę obco. Nigdy i nigdzie nie czułam się obco, bo zawsze byłam w sobie. Bo byłam we właściwym węźle czasoprzestrzeni mojego życia.
Siadam  po turecku, gdy w głowie tłoczą się obrazki sprzed chwili, sprzed lat, z poprzedniego wcielenia.

Kiedyś tak bardzo wrastałam w naturę, że w chwilach całkowitego bezruchu porastałam mchem. Miałam zieloną, zamszową skórę, a w ustach nieco szorstką, drobną trawkę, której rześki, cierpki smak przypominał o konieczności utrzymywania wyostrzonych zmysłów.

Dziś już tylko pokrywam się kurzem. Obserwuję w ciszy narastającą warstewkę szarego pyłu o zapachu suszy. Nic nie tętni, nic nie bije, nic się nie odradza. Tylko pergaminowa cisza szeleści w podświadomości. Przekładam dni jej kolejnymi, wygładzonymi arkuszami, których stos narasta od dawna, ale nie chce płonąć.

Kiedyś od suszy zajmowało się powietrze. Iskry wypalały na skórze płytkie znamiona w kształcie gwiazd. Trzaski przechodziły nagle w gromy wstrząsające niespodziewanie bytem. Ale te czasy już minęły. Dziś susza jest tylko preparatorem zwłok, cierpliwie czekający aż skończy się umieraniem z wysuszenia bez odczuwania pragnienia.

Pamiętam czasy, gdy słowa grzęzły w miękkiej, żywej fizjologii.  Rozkład i rozpad bulgotały ożywczo. Ferment, sprzeciw, bunt, walka.

Wtedy

było

cokolwiek.


Saevitia 2012-01-22 19:55:59
skomentuj (1)






PAJĘCZYNA:

adumbrate
cybrys
dix
falka
fissure
fosfor
jakobe
jaskier
kulka
kolorowe kredki
louis
mindkiss
myśli
n'avoie
notatki
on
physica curiosa
rzecz o nim
sirion
ulotne
valar
wróg publiczny



ARCHIWUM:

~2012~
I II III
~2011~
I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
~2010~
I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
~2009~
II III IV V VI VII VIII IX X XI XII
~2008~
I II III IV VIII IX
~2007~
I II III IV V VI VIII IX XI XII
~2006~
I III IV V VI VII VIII X XII
~2005~
I II III IV V VII IX X XII
~2004~
I II III IV V VI VII VIII IX X XI XII



EGO:

Proust 2010
Proust 2005




SKRZYNKA NA LISTY Z WĄGLIKIEM I BEZ:

wolę zapach bzu



obraz: deviant-art